wtorek, 31 stycznia 2012

I hope God forgives me for my sins

Cześć! Wtorek już za mną. Chłodny i mroźny. Spędzony z książką od biologii i najlepszymi internetowymi przyjaciółmi. Właśnie... przyjaciółmi? Czy przez internet można mieć prawdziwego przyjaciela? Myślę, że tak. Mam kilku, dokładnie trójkę. Wiki! Pozdrówka! Co ja bym bez niej zrobiła... Od kilku dni zachwycam się kolejnym trackiem z płyty Eminema, mianowicie "Get low". W poniedziałek razem z A. poszlajałyśmy się po tym zimnie, popijając napój energetyczny, robiąc zdjęcia i oglądając dzieciaki tańczące w Domu Kultury. Jutro jadę do teatru, ze szkołą. Awww. Kolejne kilka godzin mordęgi. Sobotę planuje z Igu <3
Zabawa ze światłem


sobota, 28 stycznia 2012

fuck what you saying, God put me here to shine

Cześć! Dzisiaj byłam z kolegą na lodowisku pod Galerią Krakowską. Bywaliście tam już kiedyś? Ja bawiłam się znakomicie, trafiły mi się wygodne łyżwy, a "pan z obsługi" był dla mnie wyjątkowo miły. Zagadał do mnie i w duszy trochę się pośmiałam. Jak zwykle nie obyło się bez kurczaków, więc wbiliśmy jeszcze do KFC. Ostatniego czasu dni są bardzo chłodne, sama się sobie dziwię, że mam odwagę wychylać nos zza drzwi każdego ranka idąc do szkoły. Awwww. ziiimno. Tydzień minął mi wyjątkowo szybko. Może i dobrze..? 

Oh, jak mi dobrze bez tej maski, którą jeszcze kilka tygodni temu wkładałam będąc w szkole. Odczepiłam się od niemrawego towarzystwa i jestem "wolna". Nowi ludzie, znajomości. Jest lepiej. Wiosno, nakurwiaj

Dajana złamała nogę! Życzcie jej powrotu do zdrowia, ja także Ci tego życzę, abyś jeszcze w te ferie mogła śmigać na stoku.


Możecie zobaczyć moje wyczyny na lodzie. Nic wielkiego, bo jeździłam po raz hmm może siódmy? Szykuję się na obóz narciarski! Zabieram Izę, narty i śmigamy już w drugim tygodniu ferii, które rozpoczną się u mnie 13.02. Trochę jeszcze poczekam, będzie warto. Motyle w brzuchu.
Floriańska




poniedziałek, 23 stycznia 2012

killed 'em, killed 'em...

Kaboom! Aaa, co mi tam! Napiszę kolejny post, pomęczę was trochę. Cały dzień byłam zamyślona, nie kontaktowałam jak należy, a moje myśli odpłynęły gdzieś daleko. Miałam powód. Wieczorna pogaducha z kimś ważnym wpłynęła na mnie i nie mogłam przestać kontemplować o znaczeniu wszystkich słów. Odtwarzałam tą rozmowę tysiąc razy w mojej głowie. Zapewne nie wiecie z kim tak rozmawiałam, niech tak zostanie. Kilka osób pewnie się domyśla...Piję magnez, ogarniam biologię, słucham 50 Centa i mam wyjebane. Relaaaaaaaks

Przypomniałam sobie wakacje! Awww. Natex wytrzymasz!


Polecam thisismyownstyle.blogpot.com

niedziela, 22 stycznia 2012

Don't be afraid to try, too many of us die.

Ola Amigos! Znów spotykamy się w tym samym miejscu. Przez ostatni tydzień nie przykładałam się do bloga, szczerze? Nie chciało mi się. Pewnego dnia pojechałam z koleżanką na lodowisko do Krakowa. Pomijając fakt, że nogi napierdalały mnie od łyżew, było bardzo miło. Wszamałyśmy mięsko z KFC i wróciłyśmy do domu. Pod wieczór wbiłam do kolegi na konsolę i tak zleciała mi sobota. Dzisiaj dzień dziadka. Złożyliście im życzenia? Ja nie mogłabym tego przegapić. Kupiłam po bukiecie i ruszyłam złożyć życzenia staruszkom. A co za tym idzie? Pieniążki! Damn, cholerna ze mnie materialistka. Oceny na półrocze prawie wystawione, a ja prawie zadowolona. Nie mogę narzekać, ale od tej pory muszę bardziej się przykładać. Cały pierwszy semestr przebimbałam! Aww

Z moimi znajomymi nic się nie zmienia. Są i chyba będą frajerstwem. Czy Oni naprawdę nie widzą, że TAK się nie żyje? Przepraszam, że odwołam się do religii, ale Boże, pomóż im. Nie wiem co oni mają w głowach, o czym kontemplują i co uważają za dobre. Srał ich pies. Albo lewo albo w prawo, wybierzcie. I żeby było normalnie...

Poezja Hip Hopu. Ta muzyka cztery lata temu zawojowała mi w głowie. Całkowicie zmieniłam tok myślenia. Nasłuchałam się tego, uwierzcie. Nie zamierzam tego zmieniać. Niektórzy uważają Rap za coś wulgarnego i totalnie niemądrego, a dla niektórych to spora część życia. Rap mnie uczy, better than school. Kocham was moje raperskie ziomki. Damn

A teraz szczerze, co podoba wam się na moim blogu, a co nie? Honestly





jaki cwaniak

Ale to już było i nie wróci więcej. I choć tyle się zdarzyło to do przodu wciąż 
wyrywa głupie serce, ale to już było, znikło gdzieś za nami.
 Choć w papierach nam przybyło to naprawdę wciąż jesteśmy tacy sami.


niedziela, 15 stycznia 2012

Lost my heart, lost my mind without you.

Cześć i czołem. Aww. Jak te dni szybko mijają... Napadało mnóstwo śniegu. Cały dzień spędziłam z moim kolegą z sąsiedztwa. Porobiliśmy sobie kilka wariackich zdjęć i pobzikowaliśmy. Nauczyłam się na WOS, słucham Ostrego i jedynym minusem tego weekendu jest to, że już się kończy. W sobotę spotkałam się z Olbsem. Też trochę poszalałyśmy. W piątkowy wieczór ubrałam buty i pojechałam na Słowację, po znajomego. Musieliśmy go odebrać. To co działo się za oknem samochodu można było nazwać śnieżycą. Buuuu. W tygodniu wpadło kilka negatywnych jak i pozytywnych ocen. Ważne, że nie jestem zagrożona. Mój zagraniczny przyjaciel zaczął uczyć się polskiego. Gratuluje wyboru! 

Ostatnie kilka dni sprawiło, że jeszcze bardziej znienawidziłam parę osób. Pojebany świat. Wszyscy zakładają maski i nikogo nie idzie poznać. Wydawało mi się, że kilka osób już poznałam "bez maski". To był błąd. To co ludzie z mojego otoczenia wyrabiają... w głowie mi się nie mieści. Pomóżcie, wesprzyjcie. Ktoś musi mnie trzymać przy życiu. "Przyjaciele" ha! Gdzie oni są? Awww, pewnie teraz upijają się do nieprzytomności. Nie chcę znać takich ludzi. Dziękuje, dobranoc.



   
Mój zamyślony skarb, jedna z niewielu istot dzięki, którym widzę sens wszystkiego.

 Winter, ohh I LOVE YOU!

 Psiaki też poczuły zimę.





Damn. Ostry, szacun

niedziela, 8 stycznia 2012

Always help

Cześć! Oh, siedzę zmęczona po Wielkiej Orkiestrze i wcinam wczorajszą sałatkę. Odrobiłam fizykę, nauczyłam się na polski i odpoczywam. Wstałam przed siódmą, a kilka minut po już stałam z puszką na małej wsi, na którą mnie wywieźli. Wioska była naprawdę niezłym zadupiem. Były tylko dwie msze, ale i tak udało nam się zgarnąć zadowalającą sumę. Razem z nami była jeszcze grupa dwóch dziewczyn, które znam ze szkoły. Lokalna dyrektorka zaprosiła nas na herbatę i ciastka. Bardzo miła pani, chociaż trochę zamulała. Po 14-stej wróciłam do domu. Obejrzałam Króla Lwa i będę się opierniczać do końca dnia. Ile uzbieraliście?

Awww. każdy kojarzy tą zacną nalepkę
Nasze rozliczenie, poszło całkiem całkiem
Rawhr. lejsy :3



Słodkie kiciątko, które o dziwo wcale się nas nie obawiało. Kochane kocisko
 

sobota, 7 stycznia 2012

Appetite for evil deeds

Ola Amigos! Oh, jak przyjemnie mija mi weekend. Piątek spędziłam z Igą na sesji, z której efekty zobaczycie niżej. Było mega śmiechowo, za to Cię uwielbiam Iguuu, bo z Tobą nie może być drętwo. Dzisiejszy dzień spędziłam z kuzynkami, których nie widziałam HOHO I TROCHĘ! Od nowa zawiązałyśmy znajomość. Fajne dziewczyny, między nami nie ma aż takiej różnicy wieku, więc można normalnie porozmawiać. Jutro WOŚP! Wybieracie się? Ja oczywiście, że tak. O siódmej zabieram puszkę, Magdę, aparat, kilka pierdół i jedziemy dręczyć ludzi. Trzeba pomagać, a ja lubię to wyjątkowo. 

Awww. Już przez kilka miesięcy jedna osoba sprawia, że wciąż się uśmiecham. Poprawia mi humor i nie wyobrażam sobie jak wcześniej dawałam sobie radę nie znając tego człowieka. Wniósł dużo do mojego życia, do toku myślenia i postrzegania świata. Przez niego ominęła mnie jesienna załamka. Oby tak dalej!

Gotye ft. Kimbra- Somebody that I used to know
Zakochałam się w tej piosence.










Moim zdaniem ta sesja była jedną z wielu ( uwierzcie mi WIELU! ), które naprawdę mi się udały. Razem z Iguuu szykujemy się na jeszcze! Rawwr.

czwartek, 5 stycznia 2012

Psychiatric hospital in my head

Cześć! To niesamowite jak kilka prostych słów wypowiedziane przez odpowiednią osobę potrafią poprawić humor. Od dwudziestu minut siedzę z bananem na ryju i śmieję się sama do siebie. Nie musicie wiedzieć o co chodzi. Miejcie jednak świadomość, że jestem szczęśliwa. Totalnym przeciwieństwem był wczorajszy dzień. Wszyscy mnie denerwowali, nic mi nie wychodziło, a zmęczenie ogarniało każdą, nawet najmniejszą cześć mojego ciała. Z kolegą trochę pograliśmy na konsoli i humor mi trochę wrócił, ale nie na długo. Szkoda gadać. W tygodniu zgarnęłam parę dobrych ocen z czego się cieszę. Musicie jeszcze poczekać na sylwkowe zdjęcia. Razem z Igą planujemy jakąś konkretną sesyjkę. 

Ostatnio zastanawiałam się nad ludźmi. Wszyscy są różni. Z reguły większość jest mega żałosna, co wkurza mnie niemiłosiernie. Pewnie dla wielu też nie jestem "najfajniejsza", ale to co niektórzy robią przechodzi ludzkie pojęcie. Nie mam już przyjaciół. Mam znajomych lub dobrych znajomych, ale nie przyjaciół. Nazywam się Natalia, moim alter-ego jest Natex. Nieliczni mogą cieszyć się, że znają Natalię. Reszta zna Natexa. Trzy osoby wiedzą co myślę, czuję naprawdę, dlaczego co rano w szkole pojawiam się jako Natex, a nie Natalia. Koniec smęcenia.

Jutro Trzech Króli! Idziecie do kościoła? Hihihi, ja chyba nie, ale Ciiii

Po co tęsknimy za czymś co nie jest nam pisane?
Mój kościółek! Trochę przerobiony, ale zdjęcie moje :) Amen

niedziela, 1 stycznia 2012

Welcome in 2012

Cześć! Zaczął się nowy rok. A co za tym idzie? Nowe wyzwania, marzenia i ludzie, ale o tym pisałam już w poprzednim poście. Z góry bardzo was przepraszam, ale w tej notce nie będzie jeszcze sylwestrowych zdjęć. Robiliśmy je aparatem Igi, więc muszę podskoczyć do niej z pendrivem i dopiero wtedy wrzucę coś na bloga. 

Jak wam minął 31 grudnia? Ja bawiłam się znakomicie. Około godziny 21 pojechałam odstrzelona w sukienkę w kwiatki i czarne koturny. Przywitały mnie Iga, Wika, Kaśka i Bartek. Około godziny 23.30 wyszliśmy z domu i poszliśmy na rynek. Zebrało się dość dużo osób. Większość to same znajome twarze, bo nie mieszkam w dużym mieście. Burmistrz złożył wszystkim życzenia i zaczęły się fajerwerki. Aww było ich dość dużo. Biedne, cierpiące zwierzęta. Uszy pewnie im pękały. Wraz z kilkoma chłopakami pospacerowaliśmy po mieście przez około godzinę. Wróciliśmy do domu. W ten czas trochę nas zamuliło. Kiedy koło godziny 3 w nocy jedna dziewczyna musiała już iść, a my poszłyśmy ją odprowadzić totalnie się ożywiłyśmy. Znów wróciłyśmy do domu. Zaczęłyśmy popijać z barka rodziców Igi. Po trzecim kieliszku trunku zaczął się u mnie nieopanowany śmiech. Po bzikowaliśmy na Omegle, a około godziny 8 rano szłam w balerinach, bez rajtek do domu przez niecały kilometr. Do tego nie miałam klucza. Na ulicy nie spotkałam żywej duszy, przerażające/ Było dosyć śmiesznie i moją sylwestrową noc uważam za udaną. 

Ojj, no wybaczcie brak tych fotek, następna notka wam to wynagrodzi.