wtorek, 30 kwietnia 2013

Majówkę czas zacząć!

Szkołę skończyłam po czterech godzinach i pędem wróciłam do domu. Zjadłam obiad, przebrałam się i wraz z moją siostrą jak i z sąsiadem Bartoszem poszliśmy grać w piłkę. Graliśmy sporo czasu, a wieczorem uruchomiliśmy konsolę i zeszło nam około trzech godzin na tańczeniu i śpiewaniu. Fajna rozrywka! Jednak nic nie przebije czasu spędzanego na świeżym powietrzu. 











moja ślicznotka!

niedziela, 28 kwietnia 2013

Jak wspominałam kilka tygodni temu, byłam na dziewiątych urodzinach mojej kuzynki. Typowe kinder-party, ale trochę się uśmiałam. Jedynym minusem było to, że nażarłam się ciastka i muliło mnie do samego wieczora :< Mimo tego, miło spędziłam czas!
Jakie plany na majówkę ;* ? 

 Adrian, matkoo, jaki to jest dzikusek :D




















Filuś <3


czwartek, 25 kwietnia 2013

Egzamin, egzamin i po egzaminie! Trzy lata nauczyciele nas nim straszyli. Wielkie przeżycie dla każdego gimnazjalisty, taka mini-matura. Serio! Rozmawiałam z siostrą, która w tamtym roku pisała maturę i stwierdziła, iż wiele zadań było stricte maturalnych  grrr. Kilka osób prosiło bym zdała relacje z tegorocznego egzaminu gimnazjalnego. Nawet bez próśb bym to zrobiła <3 Zatem poniżej krótkie sprawozdanie.
Wstałam lekko zestresowana, zjadłam pożywne śniadanie, ubrałam się i poszłam do szkoły. Chłopaki w garniturach, dziewczyny w spódniczkach i sukienkach, wszyscy z podminowanymi wyrazami twarzy. Rozsadzili nas na sali gimnastycznej, akurat jestem pierwsza w dzienniku, więc siedziałam w pierwszej ławce tuż koło komisji *-* Jednak to mi aż tak bardzo nie wadziło. Nauczycielka objaśniła co i jak i każdy zabrał się za pisanie. Najpierw historia i WOS, później polski. Jak mi poszło?  Myślę że nie najgorzej, aczkolwiek sądzę, iż mogło być lepiej. Zapewne charakterystyka, która zastąpiła modną teraz rozprawkę, zaskoczyła większość, ale myślę, że każdy sobie poradził. Do opisania był bohater literacki, który wykazał się odwagą. Opisałam Dorotę z "Arabskiej żony". To godna uwagi bohaterka. Sprawdziłam wyniki w internecie i nie załamałam, ani nie zachwyciłam się. Mam parę błędów, ale każdemu się zdarza. Do domu wróciłam zmęczona i głodna! Jednak wysiłek umysłowy pochłania mnóstwo energii.



Szybciutko wstałam, ogarnęłam się i wraz z moim sąsiadem Bartoszem poszłam do szkoły. Drugiego dnia czekała nas najgorsza część całego egzaminu, mianowicie matematyka i przedmioty ścisłe. Podobnie jak dnia pierwszego, rozsadzili nas, tym razem siedziałam w ostatniej ławce przy oknie, a tuż za mną nauczyciel, który co minutę zerkał mi do arkusza. Irytujące. Wszyscy bardziej pewni siebie, znaliśmy już zasady przebiegu egzaminu, ale kiedy dostaliśmy arkusze, wszyscy zamilkli w sekundkę. Przedmioty ścisłe były dosyć trudne, wiele podchwytliwych pytań i treści, które przerabialiśmy ostatnim razem w pierwszej gimnazjum. Większości z tego nie przypomnieliśmy na powtórkach, więc trzeba było odświeżyć pamięć samemu. Jako tako sobie poradziłam, oczywiście zauważyłam już parę błędów, ale myślę, że to nie tragedia. Byłam dosyć zmęczona po pierwszej godzinie pisania, a przecież przede mną matematyka! Nie cierpię i nie umiem matematyki... Poszła mi wręcz okropnie. Pod koniec załamałam się totalnie, rozbolał mnie brzuch, pan od wf-u zaglądał mi zza pleców i doszło do tego, że napisałam takie głupoty, że egzaminator będzie mieć niezły ubaw. Ehhh, jestem sobą zawiedziona jeśli chodzi o matematykę, ale to nie koniec świata prawda? :) 










Obudziłam się, ogarnęłam i szybko myknęłam do szkoły. Wszyscy totalnie wyluzowani weszliśmy na salę. Tym razem czekał na nas angielski, podstawowy i rozszerzony, nauczyciele rozdali nam arkusze. Na początek parę zadań ze słuchu. Wszystko poprawnie pozaznaczałam i wzięłam się za część pisemną. Myślę, że poszło mi naprawdę bardzo dobrze, bo angielski to dla mnie nie problem. Po półgodzinnej przerwie wróciliśmy na salę, by zacząć część rozszerzoną. Tak samo jak przy podstawowym, najpierw słuchowisko, w które już należało mocno się wsłuchać. Część pisemna również nie była łatwa, ale poradziłam sobie. E-mail także nie sprawił mi większych trudności. Wszystko pięknie napisałam i wróciłam do domu, ot co! Angielski poszedł mi najlepiej ze wszystkich części egzaminu. Ughh, porównując z matematyką... o zgrozo!