czwartek, 17 sierpnia 2017

❤ Wakacje w Norwegii - Podsumowanie

Dzisiaj ostatni post z Norwegii. W kilku słowach chcę podsumować ten wyjazd. Dał mi on niesamowicie dużo. Przede wszystkim praktyka, ćwiczenie języka którego się uczę na studiach - norweskiego, dostrzeganie szczegółów, różnic kulturowych. Apropos różnic. Jest ich dużo. Jedną z nich jest usposobienie ludzi. Norwedzy są bardzo mili, ale jednocześnie trochę zimni. Nie dorównują nam w gościnności, cieple czy dbałości. Większość Norwegów, których poznałam doceniło to, że uczę się ich języka. Mieli cierpliwość by mówić do mnie wolniej, wyraźniej. Jednocześnie bardzo mi się to podoba, że potrafię się dogadać i zrozumieć. Być niezależna językowo.

Wszechobecne są proste rozwiązania - by jak najmniej się zmęczyć, kłopotać, czekać. Norwedzy do wszystkiego podchodzą na spokojnie i nie lubią stresu. Slape av, slape av - czyli odpoczywać. Słyszałam to bardzo często. Po obiedzie, po spacerze, po zakupach w supermarkecie. Lubię obserwować wszystko i wszystkich, a po tym wyjeździe mogę stwierdzić, że żyją spokojnie. Nie bez zmartwień, ale spokojnie. Bardzo ważną rolę gra dla nich sport i natura. Idzie to w parze. Po lesie biegają dziesiątki osób. Po chodnikach jeździ mnóstwo osób na specjalnych nartach letnich - coś w stylu podłużnych rolek, imitujących narty biegowe. Co mi się nie podobało to to, że ludzie mimo wszystko wolą siedzieć w domu. Chodniki są zazwyczaj puste, mało kto siedzi na werandzie przed domem, mało jest osób spacerujących z psami. Trochę pusto. Lubią siedzieć w domach. Może trafiłam na taką okolicę? Nie wiem. 

Coś co poraża wyjeżdżając do Norwegii to ceny, ceny, ceny. 100zł =ok. 200kr
Przelicznik jest straszny. Nie jest to kraj na polskie zarobki. Przyjeżdżając z polskimi pieniędzmi warto zaopatrzyć swój portfel naprawdę solidnie. Za czekoladę w sklepie trzeba dać około 25zł. W Mc'Donaldzie ze znajomymi zapłaciliśmy ok 50zł za zwykły zestaw. Ceny ubrań również są wysokie. Spodnie sportowe za 700zł, wełniany sweter za 1000zł? - w przeliczeniu oczywiście. Oni tego tak nie odczuwają, ale turyści i owszem. Dlatego jestem przeszczęśliwa, że mam do kogo jeździć do Norwegii i nie płacę za spanie i jedzenie. Jedynie za swoje zachcianki, przyjemności i słodycze, hihi.

Chcę wspomnieć jeszcze o kilku miejscach, w których byłam podczas tego wyjazdu. Rodzinka zabrała mnie do Tusenfryd - największego wesołego miasteczka w Norwegii, niedaleko Oslo. Zaliczyłam super roller-coaster i kilka innych maszyn. Emocje sięgały zenitu, adrenalina uderzała do głowy i brzucha. Od czasu do czasu lubię tak zaszaleć. Ponadto, w tym parku rozrywki znajduje się największa w całej Skandynawii kolejka górska, której szkielet jest zrobiony całkowicie z drewna! Jest niebywale wysoka, a jeżdżące po niej wagony wprawiają to drewno w takie... skrzypienie. Bałam się na to iść. Wyglądało jak gdyby miało się zaraz rozlecieć! To był super dzień i jeśli macie okazje, zachęcam do odwiedzenia Tusenfryd.

Pewnego dnia wybraliśmy się także z wujkiem do åsgårdstrand, miejscowości gdzie znajduje się dom słynnego malarza Edwarda Muncha - autora obrazu "Krzyk". Na pewno kojarzycie ten obraz. To mały, żółty domek kilkanaście metrów od brzegu morza, otoczony wieloma drzewami. Była to dla mnie bardzo ciekawa wycieczka, bo nie wiedziałam, że Munch pochodził z Norwegii. Nie powiedzieli nam o tym na studiach, a to nie dobrzy :D 

W Norwegii mnóstwo jest tuneli. Tunel za tunelem. Najdłuższy tunel ma 24,5km! Najdłuższy pod którym jechałam liczył ponad 7 kilometrów. Niektóre biegną pod taflą morza, przez środek gór. Robią wrażenie.

Mnóstwo czasu spędziłam na uprawianiu sportu, spacerach, zabawie z przyszywanym kuzynem, podziwianiu okolicy i szukaniu łosi. Poniekąd. Mam na myśli to, że w lesie otaczającym całą okolicę ponoć są łosie. Wybrałam się na 12-kilometrowy spacer w ich poszukiwaniu. Niestety - nie widziałam żadnego. Może następnym razem?

Mogłabym pisać i pisać, ale myślę, że na chwilę obecną wystarczy. 
Zapraszam na taki trochę mix zdjęć! ;-)















 


wtorek, 15 sierpnia 2017

❤ Wakacje w Norwegii - Vigeland Parken

Vigeland Park w Oslo jest jedną z najbardziej popularnych atrakcji miasta.Tłumy ludzi, podziwiają słynne dzieła rzeźbiarza Gustawa Vigeland’a. Park założono w 1940r. W 1919 r. powstał projekt monumentalnej, walcowatej rzeźby utworzonej z 121 nagich ciał ludzi w różnym wieku nazwanej Monolit. Jedna z postaci jest autoportretem artysty. Ukończenie rzeźby zajęło Vigelandowi aż 14 lat. Monolit ma ponad 17m wysokości wraz z cokołem. Ustawiony jest w parku na okrągłej platformie ze schodami. Inną słynną rzeźbą jest Sinnataggen, czyli Rozzłoszczony chłopiec, przedstawiającą postać nagiego chłopca krzyczącego i tupiącego nogą. W parku Vigelanda, w sumie znajduje się 212 rzeźb z kamienia i brązu przedstawiających łącznie prawie 600 postaci. 

Polecam!












środa, 9 sierpnia 2017

❤ Wakacje w Norwegii - Oslo

Dzisiaj relacja z Oslo - stolicy Norwegii. Podróż pociągiem zajęła nam niecałą godzinę. Już na miejscu czekał na nas znajomy, który oprowadził mnie po najważniejszych miejscach tego miasta. Zaczęliśmy od Aker Brygge, ulicy biegnącej wzdłuż morza, pełnej sklepów i restauracji. Nieopodal znajduje się ratusz miasta, wielka budowla w kształcie dwóch stojących prostokątów - zdjęcia poniżej. Zjedliśmy pyszne lody, soft is, z posypką tutti frutti 😄 Następnie poszliśmy pieszo w kierunku Slottet czyli pałacu królewskiego ( ustrój Norwegii to monarchia konstytucyjna więc urzędują król i królowa ). Slottet nie jest architektoniczną gratką, w niczym nie dorównuje zamkom w Krakowie czy Warszawie. Wokół niego znajduje się piękny park. Później przejechaliśmy T-banen czyli norweskim metrem do parku Vigelanda. Jest to przepiękne miejsce znane z kilkuset rzeźb z kamienia i brązu, w dość określonym stylu. Rzeźby są piękne i bardzo dopracowane, wyjątkowo gładkie. Artysta - Gustav Vigeland zadbał o takie szczegóły jak np. żyły i inne. Na środku stoi gigantyczna, kamienna kolumna uformowana z sylwetek wielu nagich ludzi. Efekt niesamowity. Jedną z popularniejszych rzeźb jest sylwetka rozzłoszczonego bobasa. Zdjęcie również poniżej. Lekko zmęczeni udaliśmy się na obiad do mieszkania, w tym przypadku najbardziej lubianą przez Norwegów - pizzę Grandiosę. Nic specjalnego, ale jak się jest głodnym... 😁 Kiedy zaczął się zachód słońca ruszyliśmy w kierunku Opery. Jest to bardzo popularne miejsce do zwiedzenia. Można wyjść na jej gmach i zrobić fajne zdjęcia. A jeśli towarzyszy temu zachód słońca - uwierzcie mi, jest pięknie. Widok na cumujące statki i jachty, nowoczesne wieżowce i Aker Brygge. Na zakończenie dnia udaliśmy się na Karl Johans Gate - coś w stylu floriańskiej? Ale zdecydowanie mniej przepełnione kiczem. Mam na myśli to, że nie zauważyłam w Oslo tandetnych sklepów z pamiątkami, kramów i podrzędnych bud z kebabami. Na Karl Johans Gate co roku odbywa się przemarsz z okazji 17 maja - norweskiego dnia niepodległości. Prowadzi ona bezpośrednio do Slottet, o którym już wspominałam. 

Oslo to miasto czyste i zorganizowane. Na każdym kroku znajdujemy coś, co chce nam ułatwić życie - czyli proste rozwiązania. Wspomnę też o tym, że mnóstwo tam murzynów i arabów. Niezła mieszanka kulturowa.Maskotką tego miasta jest wielki tygrys, stojący nieopodal Oslo S - czyli dworca głównego. Oslo to bardzo ładne miasto, zdecydowanie polecam je odwiedzić! ;-)



Maskotka Oslo - wielki tygrys w pobliżu Oslo Sentralstasjon



Na gmachu Opery 








Siedziba największej gazety norweskiej Aftenposten


Opera





Zachód słońca z widokiem na Slottet z głównej ulicy czy Karl Johans gate

Storting - odpowiednik parlamentu 


Slottet - zamek królewski





Aker Brygge z widokiem na ratusz






Aker Brygge