niedziela, 20 sierpnia 2017

Wiedeńskie ZOO

Kilka dni po przyjeździe z Norwegii ponownie spakowałam walizkę i wraz z moim chłopakiem pojechaliśmy na krótkie wakacje do Wiednia. W pierwszy dzień wybraliśmy się do ZOO. Wiedeńskie ZOO jest ogromne. Trudno jest się po nim poruszać bez mapki. Największą atrakcję stanowią teraz pandy olbrzymie i niedźwiedzie polarne. Udało nam się dostrzec dwie słodkie pandy, które urodziły się w tym ZOO całkowicie niedawno. Zawiedziona jestem, że miśki polarne się schowały. Może następnym razem. Bardzo chciałam je zobaczyć. 

Była to moja trzecia lub czwarta wizyta w tym ZOO. Jest wielkie, ale dobrze zorganizowane. Bilety wstępu dla dorosłych to niecałe 20euro. Warto dać te pieniądze by zobaczyć mnóstwo egzotycznych zwierząt. Olbrzymie nietoperze, kolorowe ryby, pandy olbrzymie, tygrysy, lwy, gepardy, pantery, nosorożce, słonie, hipopotamy, orangutany, zebry, niedźwiedzie i setki innych. 

Popołudniu wybraliśmy się z Krzysiem na dalsze zwiedzanie, na stare miasto: Stefansplatz, Schwedenplatz, Rathaus. Pogoda nam dopisała, nie było za bardzo gorąco. Idealna pogoda na zwiedzanie, idealny dzień.  

W dzisiejszej notce tylko zdjęcia z ZOO ;-)









Ja wśród swoich :D








 





Moja osobista małpka :D




czwartek, 17 sierpnia 2017

❤ Wakacje w Norwegii - Podsumowanie

Dzisiaj ostatni post z Norwegii. W kilku słowach chcę podsumować ten wyjazd. Dał mi on niesamowicie dużo. Przede wszystkim praktyka, ćwiczenie języka którego się uczę na studiach - norweskiego, dostrzeganie szczegółów, różnic kulturowych. Apropos różnic. Jest ich dużo. Jedną z nich jest usposobienie ludzi. Norwedzy są bardzo mili, ale jednocześnie trochę zimni. Nie dorównują nam w gościnności, cieple czy dbałości. Większość Norwegów, których poznałam doceniło to, że uczę się ich języka. Mieli cierpliwość by mówić do mnie wolniej, wyraźniej. Jednocześnie bardzo mi się to podoba, że potrafię się dogadać i zrozumieć. Być niezależna językowo.

Wszechobecne są proste rozwiązania - by jak najmniej się zmęczyć, kłopotać, czekać. Norwedzy do wszystkiego podchodzą na spokojnie i nie lubią stresu. Slape av, slape av - czyli odpoczywać. Słyszałam to bardzo często. Po obiedzie, po spacerze, po zakupach w supermarkecie. Lubię obserwować wszystko i wszystkich, a po tym wyjeździe mogę stwierdzić, że żyją spokojnie. Nie bez zmartwień, ale spokojnie. Bardzo ważną rolę gra dla nich sport i natura. Idzie to w parze. Po lesie biegają dziesiątki osób. Po chodnikach jeździ mnóstwo osób na specjalnych nartach letnich - coś w stylu podłużnych rolek, imitujących narty biegowe. Co mi się nie podobało to to, że ludzie mimo wszystko wolą siedzieć w domu. Chodniki są zazwyczaj puste, mało kto siedzi na werandzie przed domem, mało jest osób spacerujących z psami. Trochę pusto. Lubią siedzieć w domach. Może trafiłam na taką okolicę? Nie wiem. 

Coś co poraża wyjeżdżając do Norwegii to ceny, ceny, ceny. 100zł =ok. 200kr
Przelicznik jest straszny. Nie jest to kraj na polskie zarobki. Przyjeżdżając z polskimi pieniędzmi warto zaopatrzyć swój portfel naprawdę solidnie. Za czekoladę w sklepie trzeba dać około 25zł. W Mc'Donaldzie ze znajomymi zapłaciliśmy ok 50zł za zwykły zestaw. Ceny ubrań również są wysokie. Spodnie sportowe za 700zł, wełniany sweter za 1000zł? - w przeliczeniu oczywiście. Oni tego tak nie odczuwają, ale turyści i owszem. Dlatego jestem przeszczęśliwa, że mam do kogo jeździć do Norwegii i nie płacę za spanie i jedzenie. Jedynie za swoje zachcianki, przyjemności i słodycze, hihi.

Chcę wspomnieć jeszcze o kilku miejscach, w których byłam podczas tego wyjazdu. Rodzinka zabrała mnie do Tusenfryd - największego wesołego miasteczka w Norwegii, niedaleko Oslo. Zaliczyłam super roller-coaster i kilka innych maszyn. Emocje sięgały zenitu, adrenalina uderzała do głowy i brzucha. Od czasu do czasu lubię tak zaszaleć. Ponadto, w tym parku rozrywki znajduje się największa w całej Skandynawii kolejka górska, której szkielet jest zrobiony całkowicie z drewna! Jest niebywale wysoka, a jeżdżące po niej wagony wprawiają to drewno w takie... skrzypienie. Bałam się na to iść. Wyglądało jak gdyby miało się zaraz rozlecieć! To był super dzień i jeśli macie okazje, zachęcam do odwiedzenia Tusenfryd.

Pewnego dnia wybraliśmy się także z wujkiem do åsgårdstrand, miejscowości gdzie znajduje się dom słynnego malarza Edwarda Muncha - autora obrazu "Krzyk". Na pewno kojarzycie ten obraz. To mały, żółty domek kilkanaście metrów od brzegu morza, otoczony wieloma drzewami. Była to dla mnie bardzo ciekawa wycieczka, bo nie wiedziałam, że Munch pochodził z Norwegii. Nie powiedzieli nam o tym na studiach, a to nie dobrzy :D 

W Norwegii mnóstwo jest tuneli. Tunel za tunelem. Najdłuższy tunel ma 24,5km! Najdłuższy pod którym jechałam liczył ponad 7 kilometrów. Niektóre biegną pod taflą morza, przez środek gór. Robią wrażenie.

Mnóstwo czasu spędziłam na uprawianiu sportu, spacerach, zabawie z przyszywanym kuzynem, podziwianiu okolicy i szukaniu łosi. Poniekąd. Mam na myśli to, że w lesie otaczającym całą okolicę ponoć są łosie. Wybrałam się na 12-kilometrowy spacer w ich poszukiwaniu. Niestety - nie widziałam żadnego. Może następnym razem?

Mogłabym pisać i pisać, ale myślę, że na chwilę obecną wystarczy. 
Zapraszam na taki trochę mix zdjęć! ;-)















 


wtorek, 15 sierpnia 2017

❤ Wakacje w Norwegii - Vigeland Parken

Vigeland Park w Oslo jest jedną z najbardziej popularnych atrakcji miasta.Tłumy ludzi, podziwiają słynne dzieła rzeźbiarza Gustawa Vigeland’a. Park założono w 1940r. W 1919 r. powstał projekt monumentalnej, walcowatej rzeźby utworzonej z 121 nagich ciał ludzi w różnym wieku nazwanej Monolit. Jedna z postaci jest autoportretem artysty. Ukończenie rzeźby zajęło Vigelandowi aż 14 lat. Monolit ma ponad 17m wysokości wraz z cokołem. Ustawiony jest w parku na okrągłej platformie ze schodami. Inną słynną rzeźbą jest Sinnataggen, czyli Rozzłoszczony chłopiec, przedstawiającą postać nagiego chłopca krzyczącego i tupiącego nogą. W parku Vigelanda, w sumie znajduje się 212 rzeźb z kamienia i brązu przedstawiających łącznie prawie 600 postaci. 

Polecam!