czwartek, 1 grudnia 2011

Live always hurt, why?

Siedzę zamulona słuchając Bednarka. Odrobiłam lekcje, odwiedziłam kosmetyczkę, zrobiłam brwi, zawitałam do Domu Kultury, aby podpisać papiery związane z projektem Natura 2000. Teraz siedzę bez większego celu i piszę sms-y z moją dziesięcioletnią kuzynką, bo nie daje mi spokoju. Jutro długi dzień w szkole, a popołudniu mikołajkowe zakupy. Wybieram się z mamą do Krakowa. Może uda się nam coś upolować dla młodszych siostrzenic. Przypomniały mi się moja dwa konie, które zostały sprzedane już ponad dwa miesiące temu. Tęsknie za nimi okropnie! Jestem ciekawa co się z nimi dzieje i czy trafiły w dobre ręce. Dałabym wiele, aby przytulić się do Jarki czy pobawić się z Jamajką. Ale to już było... i nie wróci więcej. 
 Już ponad rok temu. Koncert Feel-a na którym miałam przyjemność być. Przepraszam za jakość, to było rok temu kiedy jeszcze do końca nie ogarnęłam mojej lustrzanki, a tłok był dość spory. Chociaż... zdjęcie nie jest złe.
Pokochaliśmy się, ja jemu, on mi. Potem krótka, zabawna rozmowa. W czarnej czapce po prawej stronie Piotrek.

8 komentarzy:

  1. w tym roku mam bierzmowanie, więc muszę o tej wstawać.

    OdpowiedzUsuń
  2. ten akurat był japoński. ^^
    ciekawy blog. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. myślę, że buty emu to świetna sprawa oczywiście te oryginalne. są ciepłe, wygodne i idealne na zime, a czemu pytasz?

    OdpowiedzUsuń
  4. :) . Fajne te pierwsze zdjęcie.

    OdpowiedzUsuń
  5. pierwsze zdjęcie wymiata ;d

    OdpowiedzUsuń
  6. oj widać, że jesteś ważna dla kuzynki stąd to nie dawanie spokoju
    i mam nadzieje, że zakupy się udały :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Napatrzyć się nie mogę na to zdjęcie z koncertu. *.*

    Obserwuję

    OdpowiedzUsuń