Posty

A może to ostatni raz, może to ostatnie promienie słońca

Obraz
Mam wrażenie, że mój blog zaczyna robić się monotematyczny. Pomyślicie - ileż można tych koni? Prawda jest jednak taka, że poświęcam teraz jeździe konnej większość mojego wolnego czasu. Nie tylko samej jeździe. Dbamy o konie, myjemy je, strugamy kopyta, podcinamy grzywy, pastujemy sprzęt, odnawiamy przeszkody. Czasem wydaje mi się, że one mają już dość tych zabiegów pielęgnacyjnych.  Opiszę Wam chłopaków w kilku słowach. Poranek: rudy, wielki, ponad 170 cm wysokości w kłębie, wysoko skacze, cierpliwy, przytulaśny, doświadczony, ciekawy, czujny, pracowity, posłuszny, strachliwy, potrafi spłoszyć się na widok motyla, często z niego spadamy, ale nie z powodu jego złośliwości. Potem patrzy na nas, z podniesionymi uszami, myśląc sobie w tej wielkiej głowie: "Dlaczego Wy w ogóle spadacie?". Patison (Tikuś): kocha jeść i stawia na relaks, tłuścioch, cwaniak, stary wyga, trzeba się za nim uganiać i prosić, aby chwilę powoził na swoim grzbiecie. Nie nawidzi muszek i wia...

Obroniłam licencjat z norweskiego

Obraz
Hej, hej! Przychodzę tutaj pochwalić się dobrą wiadomością. Obroniłam licencjat na 5! Przez koronawirusa uczelnia musiała zostać zamknięta, tuż przed zaplanowanym egzaminem. Jednak wymyślono dla nas obronę online . To było mega zabawne, ponieważ musiałam siedzieć na kamerkach z egzaminatorami. Całość miała formę tak jak normalna obrona tzn.: prezentacja do pracy, pytania do pracy, pytanie z puli, krótka dyskusja i werdykt. Nie stresowałam się praktycznie w ogóle. Sama pisałam pracę, wiedziałam, że recenzent niczym mnie nie zaskoczy.  Całą moją pracę napisałam w języku norweskim. Obrona również była po norwesku. Na tyle dobrze czuję się w tym języku, że mogę dyskutować na wszelkie tematy. Obrona tylko mnie w tym utwierdziła. Teraz czekają mnie dłuuugie wakacje od uczelni, aż do października.  Tłumacząc tytuł na j. polski: Nadwaga jako rosnący problem 21-wieku w Norwegii i innych państwach. W pracy skupiłam się na chorobach cywilizacyjnych (cukrzyca, choroby ukł...

Przed koronawirusem uciekam galopem

Obraz
Miesiąc mnie tutaj nie było. Zaskakujące jest to jak wiele może zmienić się w tak krótkim czasie. Koronawirus pokrzyżował mi wiele planów m.in to, iż nie obronię licencjatu w terminie . Co się odwlecze, to nie uciecze. Zdaję sobie sprawię, że sytuacja robi się z dnia na dzień bardziej poważna - przybywa chorych, ale jednocześnie nie ukrywam, że kwarantanna i to siedzenie w domu, daje mi poczucie odpoczynku. Mam więcej wolnego czasu. Nie pracuję tak intensywnie. Mogę porobić porządki w domu, wokół domu, przeczytać książki, które od miesięcy czekają na półce, nadrobić seriale na Netflixie, pobawić się z psiakami i ... pojeździć konno. Pogoda jest piękna, więc razem z Pauliną, Porankiem i Patisonem (wszyscy na "P"), łapiemy promienie słoneczne i ładujemy akumulatory witaminą D. Przy okazji zawsze coś poćwiczymy i poruszamy się. Moje treningi na siłce na razie są wstrzymane, dlatego, aby nie utonąć w kanapie przez TV, przychodzę do koni. W stajni prócz fajnych koni warto mieć ró...

Prowadziłam kurs norweskiego

Obraz
Koło Naukowe Rozwoju Osobistego Uniwersytetu Ekonomicznego organizuje co roku szkolenia językowe. W sumie dość przypadkowo postanowiłam, że zgłoszę się jako lektorka języka norweskiego . Do projektu przyjęto mnie z otwartymi ramionami. Był to cykl ośmiu spotkań (lekcji), na których wykładałam język. Na norweski było dość sporo chętnych, co bardzo mnie ucieszyło. Stworzyły mi się dwie grupy, obie po ponad 15 osób. Nigdy wcześniej nie miałam szansy prowadzić zajęć dla tak dużej ilości słuchaczy, więc na początku towarzyszył mi stres. Czy uda mi się przekazać dobrze to co mam w głowie? Czy mnie polubią? Czy zapamiętam imiona? Wszystkie wątpliwości rozwiały się, gdy tylko poznałam moich kursantów. Mnóstwo pozytywnej energii, chęci uczenia się, pomysłów, pytań. Kurs zaczęliśmy od samego początku czyli poziomu A1. Mimo tego, że mieliśmy tylko osiem spotkań, zdążyliśmy zrobić całkiem sporo. Zarówno z gramatyki, słownictwa, wyrażeń dnia codziennego jak i filmów oraz piosenek. Dodatkowo zapozn...

Sylwester w dżungli

Obraz
Pomysł, aby spędzić sylwestra w lesie deszczowym narodził się spontanicznie. Prawie wszystkie dekoracje wykonałam sama za pomocą papieru, farb, pędzli i nożyczek. Przygotowywanie wszystkich tych dekoracji zajęło mi sporo czasu, ale miałam przy tym niesamowity fun. Generalnie miało być zielono, liściaście i tropikalnie. Dokupiliśmy balony, znieśliśmy wszystkie rośliny zielone, które mieliśmy w domu, zniosłam ze strychu moje stare obrazy, które wpisały się w klimat i ... spójrzcie co wyszło!  Impreza była o charakterze balu przebierańców i bardzo mnie ucieszyło, że wszyscy goście wzięli sobie to do serca. Każdy przyszedł świetnie przebrany. Ja byłam Indianą Jones , mój chłopak był ubrany panterkowo, siostra była indianką. Do tego mieliśmy: wróżkę, kryminalistę rodem z amerykańskiego więzienia, pirata, czarownicę, lekarza, Audrey Hepburn, tygrysa, panterę i kowboja. Pyszne jedzenie, alkohol, klimat, dobre nastroje i świetna ekipa. Wszystko zagrało i uważam, że to był świetny syl...

Mój rok 2019

Obraz
Rok 2019 był świetny. Mogę powiedzieć, że dla mnie przełomowy. Co rusz otwierał mi oczy i uczył nowych rzeczy. Pokazał, że świat jest dla mnie otwarty i jak wiele mam jeszcze do odkrycia.   Styczeń: Wpadłam w wir pracy , oraz odkryłam "Nieregularnik reporterski Non-fiction", który nieźle mnie wchłonął.  Luty: Szalałam na nartach na Słowacji  Marzec: Uśpiliśmy naszego ukochanego psa oraz byłam wolontariuszką na Cavaliadzie (największej imprezie jeździeckiej w Polsce) na Tauron Arenie. Zobaczyłam jak wygląda organizacja takich eventów od środka. Przygarnęliśmy wyrzuconego przez kogoś pieska, który jest z nami do dziś, i który załatał pustkę w sercu po stracie poprzedniego pupila. Kwiecień i maj: Te miesiące nie odznaczyły mi się szczególnie w pamięci. Nic ciekawego się nie działo. Czerwiec: Zajadałam się sezonowymi warzywami i owocami. Chodziłam na koncerty, festyny i spotykałam się z przyjaciółmi. Piłam lawendową lemoniadę i uczyłam się na egzaminy na studia...

Tinker

Obraz
Tuż przed świętami wybrałam się w teren. Tym razem w okolice myślenickich gór. Pierwszy raz miałam okazję pogalopować na grzbiecie Tinkera (rasa konia). Tinkery są prześliczne, ciekawskie, niepłochliwe, bardzo wygodne do jazdy ze względu na swoją budowę. To chodzące beczułki o okrągłych kształtach.  Bardzo przyjemnie się na nich jeździ. Są stabilne, mają szerokie, duże kopyta, przez co w terenie przypominają buldożery. Do tego te bujne grzywy, ogony i pęciny. Chyba się zakochałam! Wyjazd w teren trwał cztery godziny i należał do tych bardziej szalonych. Dużo galopu - przez łąki, lasy, przy zachodzie słońca oraz w totalnym mroku. Nie widzieliśmy już nic, bo było tak ciemno, więc można było zarobić gałęzią w twarz, ale... bez ryzyka nie ma zabawy. Tereny myślenickich gór są przepiękne. Na pewno jeszcze tam wrócę.   Merlin :D