Posty

Przed koronawirusem uciekam galopem

Obraz
Miesiąc mnie tutaj nie było. Zaskakujące jest to jak wiele może zmienić się w tak krótkim czasie. Koronawirus pokrzyżował mi wiele planów m.in to, iż nie obronię licencjatu w terminie . Co się odwlecze, to nie uciecze. Zdaję sobie sprawię, że sytuacja robi się z dnia na dzień bardziej poważna - przybywa chorych, ale jednocześnie nie ukrywam, że kwarantanna i to siedzenie w domu, daje mi poczucie odpoczynku. Mam więcej wolnego czasu. Nie pracuję tak intensywnie. Mogę porobić porządki w domu, wokół domu, przeczytać książki, które od miesięcy czekają na półce, nadrobić seriale na Netflixie, pobawić się z psiakami i ... pojeździć konno. Pogoda jest piękna, więc razem z Pauliną, Porankiem i Patisonem (wszyscy na "P"), łapiemy promienie słoneczne i ładujemy akumulatory witaminą D. Przy okazji zawsze coś poćwiczymy i poruszamy się. Moje treningi na siłce na razie są wstrzymane, dlatego, aby nie utonąć w kanapie przez TV, przychodzę do koni. W stajni prócz fajnych koni warto mieć ró...

Prowadziłam kurs norweskiego

Obraz
Koło Naukowe Rozwoju Osobistego Uniwersytetu Ekonomicznego organizuje co roku szkolenia językowe. W sumie dość przypadkowo postanowiłam, że zgłoszę się jako lektorka języka norweskiego . Do projektu przyjęto mnie z otwartymi ramionami. Był to cykl ośmiu spotkań (lekcji), na których wykładałam język. Na norweski było dość sporo chętnych, co bardzo mnie ucieszyło. Stworzyły mi się dwie grupy, obie po ponad 15 osób. Nigdy wcześniej nie miałam szansy prowadzić zajęć dla tak dużej ilości słuchaczy, więc na początku towarzyszył mi stres. Czy uda mi się przekazać dobrze to co mam w głowie? Czy mnie polubią? Czy zapamiętam imiona? Wszystkie wątpliwości rozwiały się, gdy tylko poznałam moich kursantów. Mnóstwo pozytywnej energii, chęci uczenia się, pomysłów, pytań. Kurs zaczęliśmy od samego początku czyli poziomu A1. Mimo tego, że mieliśmy tylko osiem spotkań, zdążyliśmy zrobić całkiem sporo. Zarówno z gramatyki, słownictwa, wyrażeń dnia codziennego jak i filmów oraz piosenek. Dodatkowo zapozn...

Sylwester w dżungli

Obraz
Pomysł, aby spędzić sylwestra w lesie deszczowym narodził się spontanicznie. Prawie wszystkie dekoracje wykonałam sama za pomocą papieru, farb, pędzli i nożyczek. Przygotowywanie wszystkich tych dekoracji zajęło mi sporo czasu, ale miałam przy tym niesamowity fun. Generalnie miało być zielono, liściaście i tropikalnie. Dokupiliśmy balony, znieśliśmy wszystkie rośliny zielone, które mieliśmy w domu, zniosłam ze strychu moje stare obrazy, które wpisały się w klimat i ... spójrzcie co wyszło!  Impreza była o charakterze balu przebierańców i bardzo mnie ucieszyło, że wszyscy goście wzięli sobie to do serca. Każdy przyszedł świetnie przebrany. Ja byłam Indianą Jones , mój chłopak był ubrany panterkowo, siostra była indianką. Do tego mieliśmy: wróżkę, kryminalistę rodem z amerykańskiego więzienia, pirata, czarownicę, lekarza, Audrey Hepburn, tygrysa, panterę i kowboja. Pyszne jedzenie, alkohol, klimat, dobre nastroje i świetna ekipa. Wszystko zagrało i uważam, że to był świetny syl...

Mój rok 2019

Obraz
Rok 2019 był świetny. Mogę powiedzieć, że dla mnie przełomowy. Co rusz otwierał mi oczy i uczył nowych rzeczy. Pokazał, że świat jest dla mnie otwarty i jak wiele mam jeszcze do odkrycia.   Styczeń: Wpadłam w wir pracy , oraz odkryłam "Nieregularnik reporterski Non-fiction", który nieźle mnie wchłonął.  Luty: Szalałam na nartach na Słowacji  Marzec: Uśpiliśmy naszego ukochanego psa oraz byłam wolontariuszką na Cavaliadzie (największej imprezie jeździeckiej w Polsce) na Tauron Arenie. Zobaczyłam jak wygląda organizacja takich eventów od środka. Przygarnęliśmy wyrzuconego przez kogoś pieska, który jest z nami do dziś, i który załatał pustkę w sercu po stracie poprzedniego pupila. Kwiecień i maj: Te miesiące nie odznaczyły mi się szczególnie w pamięci. Nic ciekawego się nie działo. Czerwiec: Zajadałam się sezonowymi warzywami i owocami. Chodziłam na koncerty, festyny i spotykałam się z przyjaciółmi. Piłam lawendową lemoniadę i uczyłam się na egzaminy na studia...

Tinker

Obraz
Tuż przed świętami wybrałam się w teren. Tym razem w okolice myślenickich gór. Pierwszy raz miałam okazję pogalopować na grzbiecie Tinkera (rasa konia). Tinkery są prześliczne, ciekawskie, niepłochliwe, bardzo wygodne do jazdy ze względu na swoją budowę. To chodzące beczułki o okrągłych kształtach.  Bardzo przyjemnie się na nich jeździ. Są stabilne, mają szerokie, duże kopyta, przez co w terenie przypominają buldożery. Do tego te bujne grzywy, ogony i pęciny. Chyba się zakochałam! Wyjazd w teren trwał cztery godziny i należał do tych bardziej szalonych. Dużo galopu - przez łąki, lasy, przy zachodzie słońca oraz w totalnym mroku. Nie widzieliśmy już nic, bo było tak ciemno, więc można było zarobić gałęzią w twarz, ale... bez ryzyka nie ma zabawy. Tereny myślenickich gór są przepiękne. Na pewno jeszcze tam wrócę.   Merlin :D

Spotkanie z Pierwszą Damą

Obraz
Trzynastego grudnia miałam okazję wziąć udział w warsztatach zdrowotnych, gdzie gościem honorowym była Pierwsza Dama Agata Kornhauser-Duda . Warsztaty były zorganizowane przez Klub Seniora w Masłomiącej (kilka kilometrów od Krakowa) oraz Fundacje "Piękne Anioły" . To, że mogłam wziąć udział w tym szkoleniu było za sprawą mojej siostry , która jako dietetyk kliniczny trzymała pieczę praktyczną i merytoryczną nad przebiegiem szkolenia. Tematem szkolenia była zdrowa żywność , a przede wszystkim soki i ich wpływ na funkcjonowanie organizmu. Panią prezydentową przywitano śpiewami i wierszykami recytowanymi przez dzieciaki. Jest to bardzo miła, elegancka i dostojna kobieta. Z każdym zamieniła kilka słów oraz zapraszała do zdjęć. Wszyscy dostaliśmy od pani Agaty upominki. Szale, chusty. Dzieciaki dostały worki pełne upominków. To był bardzo miły gest. Po szkoleniu przyszedł czas na poczęstunek. Domowy barszcz i pierogi. Już w klimacie świątecznym. To było bardzo ciekawe dla mnie d...

Fińskie miasta - Turku & Rauma

Obraz
Turku to najstarsze miasto Finlandii, była stolica . Loty do Turku są zazwyczaj tanie. Samoloty z Krakowa latają dwa razy w tygodniu, w poniedziałki i piątki. Za bilety w obie strony zapłaciłam ok. 180zł. Turku jest oddalone od Helsinek o 170 kilometrów, między tymi miastami codziennie kursują autobusy, więc podróżuje się łatwo. Turku jest dużym miastem i zdecydowanie jest tam co robić. Można spacerować wzdłuż rzeki, gdzie zacumowanych jest wiele statków. Jest tam zamek, muzeum marinistyczne, Moomin Shop, galerie handlowe, punkty widokowe, restauracje, stare więzienie i wiele innych. Miasto jest ładne, dobrze skomunikowane i łatwe do ogarnięcia. Praktycznie każda napotkana osoba mówiła płynnie po angielsku, więc nie było problemów z dogadaniem się. Z resztą... Finowie to tak mili ludzie , że nawet w razie nieporozumień na pewno by Wam pomogli. Język fiński jest niepodobny do niczego! Jest trudny i ciężko jest cokolwiek się domyślić "na chłopski rozum". Z pomocą przychodził...